„On się nie odzywa…” – o dziecku, które milczy, choć ma dużo do powiedzenia

Na początku wszyscy mówili, że jest spokojny.

– Taki grzeczny, cichy chłopiec – powiedziała nauczycielka z lekkim uśmiechem. – Siedzi, nie przeszkadza, robi swoje.

Mama kiwnęła głową, choć coś jej w tym opisie nie pasowało. Bo w domu był zupełnie inny. W domu mówił dużo. Opowiadał, żartował, czasem nawet trudno było go zatrzymać. Miał swoje zdanie, swoje emocje, swoje historie. Nie był cichy.

Zmiana zaczęła się po pójściu do szkoły. Najpierw przestał opowiadać, co się dzieje na lekcjach. Potem zaczął odpowiadać coraz krócej. A w końcu pojawiło się zdanie, które wracało coraz częściej:

– Nie chcę mówić.

W szkole było jeszcze trudniej.

Kiedy nauczycielka zadawała pytanie, patrzył w zeszyt. Kiedy prosiła o odpowiedź, milczał. Kiedy inni uczniowie rozmawiali, śmiali się, zgłaszali – on siedział spokojnie i czekał, aż to minie. Z zewnątrz wyglądało to jak brak zaangażowania.

Albo nieśmiałość. Ale to nie była tylko nieśmiałość. To było coś więcej.

Każde zdanie, które chciał powiedzieć, najpierw musiał ułożyć w głowie. Musiał znaleźć słowa, których często nie znał. Musiał upewnić się, że nie popełni błędu, że ktoś go zrozumie, że nie zostanie poprawiony przy całej klasie. To wszystko działo się w kilka sekund.

Za szybko.

Więc wybierał milczenie. Bo milczenie było bezpieczne.

Nie trzeba było się tłumaczyć. Nie trzeba było ryzykować. Nie trzeba było pokazywać, że czegoś się nie umie.

Z czasem nauczyciele zaczęli się niepokoić.

– On się nie odzywa.
– Trudno ocenić, co potrafi.
– Jakby go nie było na lekcji.

A przecież był.

Siedział, słuchał, próbował zrozumieć. Tylko nie miał narzędzi, żeby pokazać, co naprawdę wie.

Kiedy ktoś w końcu dał mu więcej czasu, kiedy pozwolił odpowiedzieć krócej, prostszymi słowami, kiedy nie poprawiał od razu każdego błędu, coś zaczęło się zmieniać.

Najpierw były pojedyncze słowa. Potem krótkie zdania. Potem próby, które nie zawsze były poprawne, ale były jego.

I nagle okazało się, że to nie jest „ciche dziecko”. To dziecko, które potrzebowało czasu i bezpiecznej przestrzeni, żeby zacząć mówić.

Milczenie nie zawsze oznacza brak wiedzy. Czasem oznacza brak pewności. A czasem po prostu brak znajomości języka, którym można tę wiedzę pokazać.

I kiedy ktoś to zrozumie, dzieje się coś ważnego.

Bo dziecko, które zaczyna mówić, zaczyna też być widoczne.

A to pierwszy krok do tego, żeby naprawdę zacząć uczestniczyć w tym, co dzieje się wokół niego.

Zobacz również

Przezroczysty…

Kacper nie potrafił wskazać jednego momentu, w którym wszystko się zaczęło. To nie było tak, że pewnego dnia ktoś powiedział: „nie lubimy cię” i nagle